U nas mówimy na to parowańce ale słyszałam nazwę pampuchy, buchty, pączki,kluski na parze - jak zwał tak zwał ale muszę przyznać że ten smak pozostanie mi zawsze w pamięci.
Przypominam sobie jak z samego rana, moja babcia, gniotła ciasto a potem zapach parowanych pączków unosił się nad moim łóżkiem.
Babcia zawsze robiła do tego skwarkową okrasę, co po latach wywołało szok wśród moich znjomych ( pączki z tłuszczem?!)
Ja po prostu podaję to z dobrym dżemem, oczywiście własnej roboty ( przepis napiszę w innym poście) lub też rozpuszczoną czekoladą lub sosem owocowym ew.waniliowym.
Innym wariantem jest podanie parowańców z sosem pieczarkowym ( przepis potem:))
Pysznie smakują również odsmażone na maśle, na rumiano.
A o to pampuchy w trakcie wyrastania :)
